SĄ MIEJSCA, KTÓRE OD PIERWSZEJ CHWILI BUDZĄ SYMPATIĘ – NAZWĄ, ZAPACHEM, OPOWIEŚCIĄ. GĘSI PIPEK W WILKOWICACH TO WŁAŚNIE JEDNO Z NICH.
Kameralna pracownia cukiernicza, w której wszystko zaczyna się od marzenia i kawałka ciasta, a kończy na uśmiechu kogoś, kto odbiera tort na wyjątkową okazję.
SERCE PRACOWNI MA IMIĘ: KLAUDIA
Za piekarniczym stołem stoi Klaudia – serce i dusza tego miejsca. To ona od podstaw przygotowuje wypieki na zamówienie: torty, ciasta, babeczki, które nie tylko wyglądają jak z bajki, ale też smakują tak, że trudno o nich zapomnieć. Tu nie ma miejsca na przypadek. Każdy krem, każda warstwa biszkoptu, każda dekoracja, to efekt doświadczenia, pasji i cierpliwości.
KAŻDY WYPIEK TO OSOBNA HISTORIA
W Gęsim Pipku nie znajdziesz monotonii. Każde zamówienie traktowane jest indywidualnie – bo każdy klient to inna historia, inna okazja, inne emocje. Klaudia potrafi słuchać, doradzić i wymyślić coś, co zaskakuje nawet najbardziej wymagających. Nie korzysta z gotowych szablonów, powielanych wzorów czy taśmowego podejścia.

WSZYSTKO OD PODSTAW
Choć wypieki Klaudii często wyglądają jak z cukierniczego katalogu, to nie są tworzone tylko po to, by dobrze wyglądać na zdjęciach. Mają smakować – i smakują, bo stoją za nimi godziny pracy, dobry skład i prawdziwe zaangażowanie. Nie ma tu drogi na skróty – wszystko powstaje od zera: kremy, musy, konfitury, biszkopty. Nawet dekoracje są ręcznie robione – każda lukrowa stokrotka czy czekoladowa wstążka, powstaje tu na miejscu.

Z PASJI DO PIECZENIA – I LUDZI
Jak wygląda dzień w pracowni, w której spełniają się słodkie marzenia? Co daje największą satysfakcję, a co wymaga największego skupienia? I jak w ogóle zaczęła się ta historia – od pierwszego przepisu, pierwszego zamówienia, aż do miejsca, które dziś zna już cała okolica? O tym wszystkim opowie Klaudia – kobieta, która naprawdę piecze od serca.

WYWIAD Z KLAUDIĄ
Pamiętasz moment, w którym postanowiłaś założyć własną pracownię? Co Cię do tego skłoniło?
Moja przygoda z cukiernictwem zaczęła się na studiach – bardzo niepozornie – od pieczenia dla znajomych. Studiowałam wtedy… włókiennictwo! Przynoszone słodkości bardzo wszystkim smakowały, więc złapałam wiatr w żagle i pomyślałam: „Może naprawdę to potrafię?” 🙂
Skąd wzięła się nazwa „Gęsi Pipek”? Jest niecodzienna, intrygująca i… zapada w pamięć.
To ukłon w stronę moich rodziców. Mój tata bardzo lubi słodkości, a mama zawsze mówi do niego: „Ty gęsi pipku!”, kiedy zjada cały tort i jeszcze sięga po lody. Gdy z mężem zaczęliśmy planować to miejsce, nie mogliśmy nazwać go inaczej. Gęsi Pipek wywołuje uśmiech i zapada w pamięć – a to najważniejsze!

Jak wyglądał Twój pierwszy wypiek na zamówienie? Czy do dziś go pamiętasz?
Pierwszego zamówienia niestety nie pamiętam – było to już prawie dekadę temu – ale pamiętam doskonale pierwszy tort weselny. Był to… mój własny tort weselny! 🙂
Który etap pracy nad tortem lub ciastem sprawia Ci najwięcej satysfakcji, a który wymaga największego skupienia?
Cały proces tworzenia słodkości wymaga ogromnego skupieni, ale największą satysfakcję sprawia mi uśmiech osoby, która odbiera tort.

Twoje wypieki trafiają nie tylko do klientów indywidualnych, ale też do lokalnych kawiarni. Jak zaczęła się ta współpraca?
Obecne współprace, zaczęły się dzięki poleceniom – ktoś spróbował moich słodkości na rodzinnej imprezie i chciał je mieć u siebie.
Współpracuję z kilkoma miejscami – m.in. z salami zabaw w Bielsku i Żywcu, kawiarniami Harry’ego Pottera w Bielsku, Rybniku, Ostrawie i Ołomuńcu, restauracją obsługującą przyjęcia weselne oraz z Kawiarnią Maria w Bielskim BCKu, dla której przygotowuję sernik według ich autorskiego przepisu.

Czy różni się dla Ciebie przygotowywanie wypieków „do kawiarni”, od tych na konkretne okazje – jak urodziny czy wesela?
Do każdego zamówienia, nawet najmniejszego, podchodzę tak samo – z takim samym zaangażowaniem. Czy to sernik do kawiarni, czy tort weselny na 100 osób – każdą słodkość przygotowuję tak, jakbym robiła ją dla siebie, do domu, dla najbliższych. Z dbałością o każdy szczegół.
Jak wygląda Twój typowy dzień pracy w pracowni? Czy w ogóle można mówić o „typowym dniu”?
Pobudka, gdy wszyscy jeszcze smacznie śpią i przewracają się na drugi bok. Najpierw piekę biszkopty, potem serniki, następnie robię kremy i składam torty – tak, aby około 10:00 wszystko świeże wyjechało do poszczególnych punktów. Każdy dzień wygląda podobnie, ale jednak inaczej – nigdy się nie nudzę. Wszystko robisz od podstaw – to dziś rzadkość.

Z jakich produktów korzystasz i dlaczego nie idziesz na skróty?
Wszystkie biszkopty, kremy i ciasta przygotowuję od podstaw, na bazie sprawdzonych składników – to one są kluczem. Dopracowane receptury pozwalają mi osiągać powtarzalny efekt.
Choć doba ma tylko 24 godziny i nie jestem w stanie zrobić wszystkiego sama, a chcę urozmaicenia dla swoich klientów, decyduję się na współpracę z innymi. Wybieram tylko najlepsze produkty – jak prawdziwe włoskie cannoli czy kruche korpusy do tartaletek. Ich finalne wykończenie powstaje w mojej pracowni.

Masz swoje ulubione smaki albo wypieki, które darzysz szczególnym sentymentem?
Uwielbiam lekkie, owocowe słodkości – bezy z owocami, malinowe deserki. Ogromny sentyment mam do sernika – choć nie jest to mój pierwszy wybór, to pamiętam, jak mama piekła sernik w każdą sobotę. W wielkiej makutrze pomagałam jej ucierać masło z cukrem, mielić ser… A potem to czekanie, aż się upiecze i ostygnie! Zapach w domu nie pomagał w byciu cierpliwą 🙂
Czy klienci często przychodzą z konkretnym pomysłem, czy dają Ci wolną rękę?
Pół na pół. Część klientów przychodzi z bardzo konkretnym projektem – i to mnie cieszy, bo lubię wyzwania, ale druga połowa zostawia mi wolną rękę – i to cieszy mnie jeszcze bardziej, bo oznacza, że mi ufają.

Czy jest jakiś projekt – tort, ciasto, dekoracja – który szczególnie zapadł Ci w pamięć?
Mam nadzieję, że ten wyjątkowy projekt dopiero przede mną!
O czym marzysz cukierniczo? Czy są jeszcze rzeczy, które chciałabyś rozwinąć, stworzyć, spróbować?
Największym z moich marzeń, był Ciastomat – lodówka pełna słodkości, która w sierpniu tego roku stanęła przed pracownią. To ukłon w stronę moich stałych klientów, którzy tęsknią za kawiarnią, ale też świetne rozwiązanie dla każdego, kto ma w sobie „pierwiastek Gęsiego Pipka” – czyli łakomczucha 🙂

Co najbardziej cieszy Cię w tej pracy, a co bywa wyzwaniem?
Najbardziej cieszy mnie nieustanny rozwój, jaki daje cukiernictwo. Największe wyzwanie? Dobre planowanie pracy tak, aby to czas był po mojej stronie.

Na koniec – jaką radę dałabyś osobie, która marzy o własnej cukierniczej drodze?
Prowadzenie własnej działalności to ogrom wyrzeczeń, stresu i zmęczenia – ale też ogromna satysfakcja. Warto iść za swoimi marzeniami i nigdy się nie poddawać.
Tekst i wywiad z Klaudią: Magdalena Malcher
Pracownia Cukiernicza GĘSI PIPEK
Wilkowice, ul. Zielona 1
Zamówienia: 723 844 373